Reklama
reklama
Start / Modele robotów / Paro - robot osobisty w kształcie foki

Paro - robot osobisty w kształcie foki

Paro to terapeutyczny robot osobisty japońskiej produkcji wyglądający jak foka - pełni rolę zwierzęcia domowego w miejscach, gdzie ich przebywanie jest zabronione - w szpitalach oraz domach starców. Ma własny charakter, który zmienia się w zależności od tego, jak się go traktuje. Japońscy inżynierowie projektowali go 12 lat.

Paro
 

Biała foka o ciemnych oczach leży w inkubatorze. W jej pysku tkwi smoczek, przez który przepływa prąd. Kiedy włoży się rękę w jeden z okrągłych otworów umieszczonych w ściance z pleksiglasu i dotknie jej ciała, porusza się i piszczy. Najsłodszy robot Japonii ma 57 cm i waży 2,7 kg. Jest równie biały i włochaty, jak foka kanadyjska, która była jego pierwowzorem. Paro jest jednak znacznie czystszy i bardziej cierpliwy. Posiada sierść o właściwościach antybakteryjnych i pozytywnie przeszedł test głaskania, który polegał on na sprawdzeniu trwałości i niezawodności czujników umieszczonych w foce poprzez ich stymulację sto tysięcy razy.

Jeden z egzemplarzy robota Paro trafił do "działu przyszłości" w National Museum of Emerging Science and Innovation w Tokio. Wszystkie zgromadzone tam roboty mają za zadanie służyć człowiekowi - ratować go, zabawiać lub pomagać. Paro jest jednak inny - to maszyna służąca do okazywania uczuć, a nawet coś więcej - maszyna posiadająca uczucia, jak zapewniają jej producenci. Foka jest zadowolona, gdy się ją głaszcze, a zła, gdy się ją bije.

"Komunikacja z robotem ku pokrzepieniu serc" - głosi napis na tabliczce przed gablotą.

Kiedy ktoś do niego mówi, Paro odwraca łeb w stronę, z której dobiega głos. Kiedy zakryje mu się pysk, zamyka oczy. Podobno pamięta także, jak się nazywa, a jego wąsy są szczególnie wrażliwe na dotyk.

Twórca robota, Takanori Shibata, wybrał formę foki z uwagi na to, że człowiek niezbyt dokładnie zna to zwierzę. Paro ma relaksować i jednocześnie pobudzać, nie śliniąc się i nie wydając nieprzyjemnego zapachu. Jak wykazują badania, te sztuczne zwierzęta pozytywnie oddziałują na psychikę osób starszych. Sprawiają, że seniorzy są bardziej odporni na stres.

Paro do opieki nad ludźmi starszymi

Każdego ranka tuż po przyjściu do świetlicy domu opieki w Kirara w gminie Nanto na wyspie Honsiu Tamiko Nakatani wyciąga robota z jego domku. Mieszka on w drewnianej skrzynce i nazywa się Shiro-chan, czyli Bielutki. Przez cały dzień Nakatani trzyma fokę na rękach. Czasami ją karmi. - Chętnie je ryby - mówi. Nakatani opiekuje się foką jak dzieckiem. Przez cały czas ją obserwuje. Niestety każdego wieczoru musi oddać Paro. Bardzo tęskni za nim w nocy. - Czasami Shiro-chan jest smutny, gdy nie ma mnie w pobliżu - mówi Nakatani pochylając się nad robotem. - Dziś jest tu wielu gości - szepcze do niego - dlatego nie wolno ci płakać. Tamiko Nakatani jest samotna. Rzadko ktoś ją odwiedza.

W sali grają dwa duże telewizory, ludzie w milczeniu siedzą przy stołach. Niektórych starość przykuła do wózków inwalidzkich, innym ciężka, długoletnia praca na polu ryżowym powykrzywiała plecy. Patrzą odrętwiałym wzrokiem, zatapiają się w swoich myślach, popadają w letarg. Dopiero robot wyciąga ich z marazmu.

Starsza kobieta woła: "Shiro-chan. Shiro-chan!", ten jednak nie porusza się. Dyrektor domu starców przechodzi obok i przeciąga ręką po grzbiecie foki. W jej wnętrzu znajduje się włącznik. Nie można go zobaczyć, a jedynie wyczuć dotykiem.

Pielęgniarki roznoszą napoje Yakult ze słomką. Wszyscy na sali sączą je jednocześnie. Zadowolony starszy mężczyzna podkrada napój swojej sąsiadce. - Robi to każdego dnia - mówi Shigeru Fujisawa. - Jego sąsiadka tak naprawdę nie potrzebuje Yakult - przeżyła sto lat nie pijąc tego leczniczego napoju. Poza tym od dawna zna złodziejaszka. Był listonoszem w jej rodzinnej wsi.

- Czy naprawdę roznosiłeś do 80 listów dziennie? - pyta mężczyznę Shigeru Fujisawa. - Maksymalnie 75 - odpowiada tamten. - Musisz mieć zatem mocne nogi - stwierdza kobieta. Zapada milczenie. Dziewięćdziesięciopięciolatek chętnie popływałby kiedyś ze stuletnią znajomą, ale wie, że teraz to niemożliwe.

W ośrodku opieki każdego dnia szczotkuje się fokę. Nie robi tego tylko jedna osoba - były kierowca ciężarówki. -Jestem tu przecież najmłodszy - wyjaśnia mężczyzna. Niedawno skończył 79 lat. Aż trzydziestu sześciu mieszkańców domu starców ma ponad 90 lat. Żadna inna grupa wiekowa nie jest tu tak silnie reprezentowana jak oni.

Dyrektor domu starców potwierdza, że obecnie więcej rodzin oddaje starszych domowników do ośrodka. W wiejskiej gminie Nanto bezpowrotnie minęły czasy, gdy pod jednym dachem mieszkało kilka pokoleń. Prawie nikt nie jest w stanie zatroszczyć się o takie osoby. Młodzi do późna pracują w biurach lub wyprowadzają się stąd. Czy zatem zaawansowana technologicznie Japonia zrzuci ciężar opieki nad seniorami na roboty? Z pozoru nie. Na trzech mieszkańców domu starców przypada jedna pielęgniarka. Siostry przytrzymują za rękę niedołężnych, szepczą do ucha niedosłyszącym, śmieją się, bawią się z nimi. - Spróbujcie dotknąć nieba palcami! - woła nauczycielka wychowania fizycznego i dwadzieścia drżących, pobrużdżonych dłoni szybuje w górę. - A teraz krzyknijcie tak głośno, by przegonić chmury - każe. Głos wydobywający się z gardeł seniorów jest odrobinę trwożliwy, jednak powoduje, że zmarszczki na ich twarzach na chwilę odrobinę się wygładzają.

Na pytanie, czy jako 99-letni starzec chciałby otrzymywać jedzenie od robota, dyrektor domu starców kręci przecząco głową i wzdycha.

Burmistrz 60-tysięcznego Nanto mówi o problemie zapadnięty w skórzany fotel. Miasto, w którym 28 procent mieszkańców to osoby powyżej 65. roku życia, kupiło osiem robotów i rozdzieliło je między ośrodki opieki. Seniorzy bardzo się z tego ucieszyli. - Piiiii - robot drga na kanapie w gabinecie burmistrza. Ten jest dumny, że Paro to nieomal dziecko Nanto, gdyż to tu opracowano technologię jego produkcji i tu mają swoje siedziby firmy zajmujące się jego dostawą. Robot znowu piszczy. - Paro przynosi korzyści lokalnej gospodarce - mówi burmistrz.

Salon piękności dla Paro

W małym pomieszczeniu siedzi młoda kobieta z twarzą zwróconą do ściany z nożyczkami do paznokci w ręku. Jest cicho. Żadnej muzyki, żadnego radia, tylko Paro. Od 8.15 do 17, z 45-minutową przerwą na obiad, kobieta zajmuje się przystrzyganiem sierści foki. - Spoglądając na zdjęcie robota próbuje sprawić, aby ponownie wyglądał możliwie jak najpiękniej - mówi pracownik firmy. Zdjęcie idealnej foki wisi nad stołem. Tak ma wyglądać każdy Paro. Kobieta czesze brodę, wygładza zmarszczki, skraca milimetr po milimetrze puch na łbie foki by odzyskał idealnie okrągły kształt. Najważniejsze są jednak oczy. Powinna je uwydatniać każda rzęsa. Kobieta potrzebuje dwóch godzin na poprawę wyglądu pyszczka jednego robota. Godzinę poświęca wyłącznie oczom. W zależności od liczby zleceń czasami strzyżeniem fok zajmują się dwie osoby. Czy nie byłoby prościej, gdyby poprawą wyglądu robota zajął się inny robot? Pracownik firmy zaprzecza, wyjaśniając, że maszyny podczas strzyżenia zmierzwiłyby za bardzo sierść Paro. - Ludzie lepiej potrafią wykonać taką pracę - stwierdza.

Na regale leży sterta gotowych fok. Niektóre mają taki złoty odcień i nazywają się "Paro gold". Jako że klient żądał urozmaicenia, wyprodukowano również foki w kolorze beżowym i różowym, zbliżonym do koloru kwiatu wiśni. Ten ostatni nie przyjął się jednak na rynku.

Jeden pluszowy robot wraz z serwisem i trzyletnią gwarancją kosztuje 420 tys. jenów, czyli około 3 tys. euro.

Gdy Paro trafia do serwisu, jest czyszczony specjalnym preparatem, a program komputerowy sprawdza działanie jego wszystkich funkcji. Podczas procesu produkcyjnego każda foka zostaje wyposażone w taki sam charakter. Jednak charakter niektórych robotów z czasem się psuje, np. gdy często bije się je po głowie. Paro reaguje na bicie krótkim, przeraźliwym skowytem. Z uwagi na fakt, że ciągłe leżenie na grzbiecie aktywuje długotrwałą pamięć robota, może dojść potem do sytuacji, że foka mająca za sobą traumatyczne przeżycia będzie nieprzyjemnie piszczeć także podczas głaskania. Mimo to Paro nie przechodzi w serwisie "prania mózgu". - Właściciel świadomie traktował go w taki sposób - mówi pracownik. Czasami więc najsłodszy japoński robot już na zawsze pozostanie zły.

źródło: gazeta.pl
ostatnia aktualizacja: 2010


roboty

Dodatkowe informacje

robot Oficjalna strona Paro

roboty

Filmiki wideo
robot społeczny Paro
Paro
Format: rmvb
Rozmiar: 13,3 MB
Czas trwania: 6'18''
automatyka i robotyka


roboty

Komentarze
blog comments powered by Disqus
Linki reklamowe: automatyka
asimo.pl - polski wortal robotyki
[email protected]
2006-2012 Kraków
Robotyka